Indie północne – relacja z podróży cz.2

indie2

Link do części pierwszej: KLIK

Po 3 dniach wałęsania się ulicami McLeon Ganj i jedzenia ryżu z warzywami za 2 zł, postanowiłem, że czas ruszać dalej. Do Shimli. Dawnej, letniej stolicy Brytyjczyków, którzy przez ponad 100 lat panowali nad Indiami. Ci, jako przedstawiciele rasy białej, słabo przystosowani do upałów, jakie latem panują na subkontynencie, budowali w różnych miejscach tzw. ‘Hill Stations’ (stacje na wzgórzach). Do miejsc tych udawali się, szukając świeżego i chłodnego powietrza. Shimla jest jedną z takich stacji. Przed rokiem 1822 była to mała hinduska wioska. Potem trafił do niej jakiś Anglik, który wybudował tam swoją willę. Potem zjechało się więcej Anglików i tak się jakoś potoczyło, że w 1864 oficjalnie mianowano Shimlę letnią stolicą Indii Brytyjskich.

indie2

40 lat później Brytyjczycy ukończyli ówczesny cud techniki, czyli linię kolejki wąskotorowej, łączącej Kalkę z Shimlą. Wyjątkowość tego przedsięwzięcia polegała na tym, że trasa wiedzie przez góry. Na odcinku 96 km przekopano 102 tunele i zbudowano 988 mostów. Trasa często ułożona jest w serpentynę. Z okna pociągu można dostrzec tor, znajdujący się kilkanaście metrów niżej, którym będzie się jechało za 10 minut, po zatoczeniu pętli. To właśnie był główny powód, dla którego przybyłem do Shimli, chciałem przewieźć się tą kolejką. Najlepsze jest to, że bilet kosztował tylko 1 zł. Rekompensata za długi czas przejazdu kolejki, w porównaniu do autobusu.

indie2

Po dotarciu do Kalki, zabrałem się za poszukiwanie miejsca do noclegu. Ostatecznie rozbiłem się na uboczu boiska sportowego. Wcześniej próbowałem na ogrodzonym terenie, przylegającym do lokalnego kościoła, jednak wielkoduszny pastor powiedział: ‘nie’.

indie2

Rano udałem się na dworzec kolejowy, żeby zarezerwować bilet na pociąg do Delhi. W Delhi byłem umówiony z człowiekiem o imieniu Rahul, do którego numer telefonu otrzymałem od Haidera (to ten gość, dzięki któremu spędziłem miesiąc w Islamabadzie za darmo). Spotkaliśmy się przed głównym wejściem na dworzec, przywitaliśmy się, Rahul złapał rikszę i pojechaliśmy w miejsce gdzie zostawił samochód. Parking był dość duży, więc jego przejście zajęło chwilę. W tym czasie zastanawiałem się: ‘ciekawe, który samochód jest jego’. W końcu się przekonałem, kiedy Rahul wcisnął przycisk na kluczyku, a alarm dezaktywował się w wielkiej, białej Toyocie Landcruiser. Od tego momentu wiedziałem, że pobyt będzie na bogato. Zrobiliśmy rundkę po mieście i podjechaliśmy pod mały hotel o nazwie ‘MSK Residency’.  Rahul wszedł do środka i po minucie wrócił po mnie ze słowami: ‘Okej, to jest hotel mojego taty. Możesz tutaj zostać ile chcesz, możesz jeść co chcesz i ile chcesz. Jutro przyślę po ciebie samochód z kierowcą, bo Delhi jest zbyt duże, żeby je piechotą zwiedzać”. I tym sposobem przez 9 dni spałem i zamawiałem przeróżne potrawy do pokoju, nic za to nie płacąc. Standard hotelu też niczego sobie. Codziennie wieczorem wracałem do posprzątanego pokoju, z wymienionymi ręcznikami i pościelą. Także trafiła mi się miła odmiana od ‘podróżowania po kosztach’.

indie2

Nie spieszyło mi się z opuszczaniem tego miejsca. Było mi tam bardzo wygodnie. Zwłaszcza, że dzienne wydatki spadły prawie do zera. O, przepraszam – raz bez namysłu oddałem rzeczy do prania i okazało się, że tę usługę realizuje zewnętrzna firma, więc musiałem sam wyrównać rachunek na 20 zł.

Koniec końców zbyt długie nic nie robienie, zaczyna powoli rozdrażniać, dlatego 9 dnia pobytu podziękowałem w recepcji za gościnność i udałem się w stronę stacji metra. Swoją drogą, od dnia, w którym Rahul zostawił mnie ze słowami ‘korzystaj ile chcesz’, drugi raz się z nim już nie spotkałem. Kilka razy się umawialiśmy, ale za każdym razem coś mu wypadało i ostatecznie podziękowałem mu w ostatni dzień wysyłając SMSa.

indie2

Na stacji kolejowej okazało się, że bilet do Varanasi jest dostępny dopiero na kolejny dzień. Nie chciałem już kombinować i wracać się do hotelu, więc kupiłem bilet i postanowiłem, że nadchodzącą noc spędzę na dworcu. Dość znacząca zmiana warunków snu jak na jeden dzień. W Indiach spanie na dworcu nie jest bynajmniej domeną bezdomnych. Mnóstwo ludzi przyjeżdża wieczorem na stację i śpi na podłodze, do czasu przyjechania pociągu (najczęściej nocnego). Na zdjęciu poniżej to nie worki z ziemniakami, tylko śpiący ludzie pokrywający prawie całą powierzchnię głównego holu dworca.

indie2

Podłoga nie zapewnia zbyt komfortowego snu, ale ostatecznie jest za darmo!  Dobrze, że miałem ze sobą korki do uszu, bo nie wiem czy zasnąłbym przy nieustającej tyradzie płynącej z głośników: ‘bim bam bom.. pociąg bla, wjedzie na peron bla bla, opóźnienie wyniesie bla bla bla ’, i tak przez całą noc.

O 1 w nocy wszyscy musieli wstać z powodu mycia podłogi przez obsługę. Wtedy przeniosłem się do poczekalni, gdzie spanie trwało do 6 rano (o tej godzinie wszyscy byli już na nogach i panowało ogólne poruszenie). Uznałem, że to nadal za wcześnie, żeby zaczynać dzień, więc udałem się na kolejne poszukiwanie dogodnego miejsca do spania. Znalazłem zaciszny kąt w dworcowej restauracji. Tam nikt nie zawracał mi głowy, więc wstałem dopiero o 11. Poczekałem jeszcze kilka godzin i wsiadłem do nocnego pociągu do Varanasi.

indie2

Na miejscu zadzwoniłem do hosta (przypomnę, człowiek udostępniający z darmo kanapę w swoim domu, za pośrednictwem serwisu couchsurfing.org), któremu dzień wcześniej wysłałem zapytanie o kanapę. Mieszkał blisko, więc był po mnie w 15 minut od wykonania telefonu. Chłopak około trzydziestki o imieniu Gaurav. Mówił dość cicho i powoli. Wydawał się być osobą o spokojnym usposobieniu, co potem się potwierdziło. Polubiłem go. Czasem dobrze mieć w towarzystwie kogoś, w kogo obecności czuje się, że się odpoczywa. Zaprowadził mnie do hostelu swojego kuzyna, gdzie dostałem pokój. Byli tam też inni obcokrajowcy, którzy płacili 30zł za dobę. Nie ujawniałem się, że ja jestem za darmo ;). Guarov oprowadził mnie po mieście, zabrał na codzienną ceremonię nad brzegiem Gangesu, opowiadając przy tym, o co w niej chodzi.

indie2

Sporo też sam spacerowałem. Chodząc po uliczkach Varanasi, daje się odczuć mistyczny charakter tego miasta. Jest to jedno z najstarszych miast Indii (ocenia się, że pierwsza osada istniała tam 3000 lat temu), oraz jedno z najświętszych miejsc hinduizmu. To tam nad brzegiem Gangesu pali się zwłoki krewnych, po czym wrzuca szczątki do świętej rzeki. Całą ceremonię można z bliska obejrzeć, co jest niecodziennym doznaniem. Po wąskich uliczkach między starymi budynkami spacerują dziesiątki krów. W dzielnicy świątynnej, która ciągnie się wzdłuż rzeki, nie można kupić, ani zjeść mięsa. Dostępne są tylko, aprobowane przez hinduizm, wegetariańskie potrawy.

Podczas pobytu w Varanasi wypadła Wigilia oraz moje urodziny. Te ostatnie spędziłem na dachu hostelu z widokiem na stare miasto, popijając whisky z Gauravem oraz jego kuzynem Pragu.

indie2

W wigilię przysiadłem się do rodzinnego stołu w Polsce za pośrednictwem Skypa. Jednak świątecznego klimatu nie czułem ani trochę. Gdyby zapomnieć, że właśnie trwają święta Bożego Narodzenia, w Varanasi na pewno nie znalazłoby się niczego, co by o tych świętach przypomniało. Praktycznie nie ma tam chrześcijan.

Po kilku dniach wsiadłem w pociąg do Bombaju, tym samym kończąc etap pt. Indie północne. W Varanasi noce zaczynały być już chłodne. Trzeba było ubierać bluzę lub kurtkę. Bombaj już tego nie wymagał ;).

indie2

I na koniec standardowo zdjęcia, uzupełniające wpis:

indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2indie2

One thought on “Indie północne – relacja z podróży cz.2

  1. Marcin
    2 November 2014 at 16:42

    W namiocie spałem – ale tak po prostu na dworcu lub bardziej “gdzie popadnie” jeszcze nie. I aż się zastanawiam czy bym dożył rana… Ech te nasze nudne, codzienne życie ;-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *